|
"Wizytę umówiła telefonicznie, a potem przyjechała z nią mama. Obie mówiły
"prawie po polsku", - z silnym wschodnim akcentem. Mariana, gdy zbliża
się czas rozpoczęcia nauki w Lwowskiej Szkole Muzycznej (jej marzenie od lat)
, zachorowała na grypę. To, co po chorobie zostało, było dla niej koszmarem:
słuch został tak upośledzony, że wykluczał realizację muzycznego marzenia.
W kupionym polskim tygodniku przeczytała wywiad z terapeutką. Wycięła tekst
razem z fotografią i zachowała. teraz ukradkiem zerkała na niego, by sprawdzić
"czy to na pewno ta sam pani". Chciała się upewnić, czy to co
przeczytała o działaniu świec Hopi - będzie pomocne również dla niej. Sama
więc wybrała terapię i terapeutkę. Przyjeżdżała potem trzykrotnie - sama,
(autobusem liniowym Lwów - Warszawa), co drugi dzień, a po tygodniowej przerwie
znów jak na początku 3 razy w ciągu tygodnia.
Gdy zobaczyłam ją przed 50tym
zabiegiem, oczekującą mnie w pobliskim "Bioclubowi" parku - miała
buzię mokrą od łez. Widok jej mokrej twarzy "wyrwał" ze mnie
pytanie: "Co się stało?!" W odpowiedzi usłyszałam: "Pani
Krysja ... kochanieńka ... ja usłyszała ... jak szumi ... woda fontanny
..." - No ... tak, - taką radość może zrozumieć tylko ktoś, kto jak
Mariana - usłyszał, czego przedtem nie słyszał.
[Adam Wiśniowiecki, "Uzdrawianie za pomocą świec i konch indian Hopi", Olsztyn, 1999.]
(więcej "Ciekawe linki" )
|
W miesięczniku "Twój styl" umieszczono artykuł,
który napisała pani Monika Głuska-Bagan.
Tytuł artykułu: "WARSZAWA JEST ZEN"
Hasło wiodące: NIE WYJEŻDŻAM NA URLOP, ALE TO NIE ZNACZY, ŻE W MIEŚCIE NIE ZNAJDĘ SPOKOJU DUCHA,
RELAKSU I WYCISZENIA.
"Najmodniejsze słowo i najmodniejszy styl teraz to zen. ...
Podobno w Nowym Jorku, Los Angeles. Londynie już nie mówi się "OK".
Mówi się "zen". A w Warszawie? Czy u nas też można odnaleźć spokój duszy, harmonię, urodę i zdrowie?
... Sztukę przykładania dłoni do ciała przenoszącą dobroczynną energię o uzdrawiającej
mocy stosuje pani Krystyna Brodnicka-Liżewska w Bioclubie na Powiślu.
Kiedy mówię o stresie, pani Krystyna jak dobry psychoterapeuta pyta o przyczyny. ...
...Chwilę później ja na leżance, a pani Krystyna naciera mi skronie olejkiem aromatycznym,
przykłada ręce do głowy, szyi, brzucha, pleców i nóg. Trwa to godzinę.
Leżę na brzuchu, wzrok przykuwa wiszący nade mną obraz.
Umięśniony, niebieski wodnik obraca kulę ziemską.
Czuję na sobie wzrok uśmiechniętego czerwonego słońca.
Jest mi tak zen, że w końcu usypiam.
Budzę się wypoczęta jak po całonocnym śnie. ...".
[Monika Głuska-Bagan, "WARSZAWA JEST ZEN", Twój styl, nr 7 (108) z lipca 1999, str.149 do 152]
|
Gazeta codzienna „Super Express" z dnia 4 czerwca 2001
w części "Super sport” umieściła fotografię pierwszej strony wydania sobotnio-niedzielnego z 2 i 3 czerwca
z moją podobizną i nagłówkiem drukowanym wielką czcionką :
"A MOŻE ENERGIA POMOŻE"
i notatkę zatytułowaną:
"PANI KRYSTYNO DZIĘKUJEMY !"
"Gdy dwa dni przed meczem Polaków z Walijczykami dotarła do nas wiadomość o bolącym kolanie Emmanuela Olisadebe,
zadrżeliśmy wszyscy z obawy, że "Oli" może nie zagrać.
W piątek poprosiliśmy o pomoc panią Krystynę Brodnicką-Liżewską bioenergoterapeutkę z Warszawy.
Zgodziła się przesłać "Olemu" energię na odległość. I zrobiła to w piątek dokładnie o 21.00.
Skoncentrowała się przez 10 min na nieszczęsnym bolącym kolanie.
W sobotę, dokładnie o 16.35 czasu polskiego, "Oli" strzelił gola.
Kto wie, może pani Krystyna miała w tym swój udział ?."
["PANI KRYSTYNO DZIĘKUJEMY !";, Super Express, 4 czerwca 2001]
|